Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Otwarte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Otwarte. Pokaż wszystkie posty

14:21

"Ocalałe" Riley Sager | PREMIEROWO

"Ocalałe" Riley Sager | PREMIEROWO




„Jednak jakimś cudem to my krzyczałyśmy najgłośniej, uciekałyśmy najszybciej, walczyłyśmy najbardziej zawzięcie. Udało nam się przetrwać.”

„Ja nie usiłuję zakrywać swoich blizn. Po prostu udaję, że nie istnieją.”

„Tak już miało pozostać: rozkosz i ból, splecione ze sobą na zawsze.”



          Pustka, dziura, ciemna przestrzeń, wyrwany kawałek życia. Jest tylko to co było przed i po. Nie ma środka, który był tak naprawdę najważniejszy, dla wielu osób, który pomógłby wyjaśnić tą wielką zbrodnię, zrozumieć szaleńca, który dokonał tej rzezi. A ona? Nie jest w stanie odpowiedzieć nawet na najprostsze pytanie. Po prostu nie pamięta, co się stało. Jej organizm wyparł te wspomnienia chroniąc ją, przed autodestrukcją.  

           Quincy Carpenter stała się jedną z ocalałych po tym jak jako jedyna ze swoich przyjaciół przeżyła masakrę w letniskowym domku. Mimo wszystko nie chce być jedną z nich i zaczyna „normalne” życie. Uwielbia wypieki, a swoją pasję rozwinęła do tego stopnia, że jest w stanie na niej zarabiać prowadząc bloga, ponad to ma swoje mieszkanie oraz narzeczonego. Jest spełnioną i szczęśliwą kobietą, do pewnego dnia… 

          Lisa Milner, kiedyś doświadczyła tego samego co Quincy. Przeżyła masakrę w żeńskim akademiku. Jest pierwszą z Ocalałych i chyba najlepiej poradziła sobie z tą rolą. Lisa spełniała się czyniąc dobro, pomagając innym ludziom czuła że żyje i że ma cel. Dobroduszna, ciepła, życzliwa i pogodna dziewczyna. Nikt więc nie może uwierzyć, w to że popełniła samobójstwo, po tym jak wyrwała się ze szponów śmierci w akademiku przed laty. W dodatku przed swoją śmiercią napisała wiadomość do Quincy. 

          Samantha Boyd, to ostatnia z Ocalałych. Udało jej się przeżyć pamiętną noc w motelu Nightlight Inn przy samej autostradzie. Pewnego wieczoru mężczyzna z workiem na głowie sprawił, że tą noc zapamiętali wszyscy. Po śmierci Lisy pojawia się nagle przed domem panny Carpenter. Nie wiedzieć czemu chce poznać dziewczynę i zaprzyjaźnić się. 

          Od tej pory nic nie jest takie jak przedtem. Życie zaczyna przybierać dziwny i nieznany kierunek, pełen niebezpieczeństw. Sytuacje budzą strach, niepokój i niepewność. Przeszłość zaczyna powracać z mroków, przebłyski tamtej nocy wracają, próbują się przebić przez poukładane życie Quincy. Czy Ocalałe powinny się bać? 

          „Ocalałe” przyciągają do siebie od pierwszego zetknięcia się z tą książką. Tekst podzielony na przeszłość, która powoli rysuje się przed nami odsłaniając kolejne fragmenty układany i teraźniejszość, która jest jeszcze bardziej zagadkowa. Motywy poszczególnych postaci, zwroty akcji, niezrozumiałe zachowanie bohaterów… to wszystko działa, gdy już wciągamy się w samą lekturę. Ale „Ocalałe” ciągną nie tylko zawartością. Czerwona okładka, która nie daje się nie zauważyć i tytuł… który rysuje się w głowie, jest zagadkowy, niedający o sobie zapomnieć. Ponad to jestem fanką powieści King’a i nie muszę tłumaczyć, że czytając jego słowa na okładce nie mogłam przejść obojętnie. 

          Książkę czytałam z małymi przerwami, ze względu na natłok zajęć, ale gdy już znalazłam tą chwilę nie mogłam się oderwać. Jest idealna! Największym atutem tej powieści jest zabawa czasem, gdy raz czytamy coś z przeszłości a raz z teraźniejszości, jest to idealnie rozłożone w akcji książki, nie męczy i nie odrywa od głównego wątku. Z doświadczeń czytelniczych wiem, że to nie zawsze jest taki łatwy i bezbolesny zabieg. Dodatkowy atut, mimo wszystkich niezrozumiałych decyzji podjętych przez główną bohaterkę, nie była ona postacią irytującą. Nie musiałam sobie tłumaczyć jej zachowania przeżytą traumą, czy zaślepieniem emocjami, które towarzyszyły całej historii. Gorąco polecam i czekam na kolejną książkę autorki! 


____________________________________________________________
Riley Sager, „Ocalałe”, Otwarte, 2017, 432 strony

14:01

"Światło, które utraciliśmy" Jill Santopolo

"Światło, które utraciliśmy" Jill Santopolo




„Patrzymy na świat przez pryzmat naszych pragnień, żalów, nadziei i lęków.”

„Niektóre relacje przypominają jej pożar, są tak potężne, wszechogarniające, majestatyczne i niebezpieczne. Możesz w nich spłonąć, zanim się zorientujesz, jak bardzo cię pochłonęły. Inne są podobne do ognia na kominku, który pali się jednostajnie, dając ciepło i tworząc przytulną atmosferę.”

„To właśnie miłość. Sprawia, że człowiek czuje się nieskończony i niezwyciężony, jakby cały świat stanął przed nim otworem. Niestraszne mu żadne przeszkody, a każdy dzień jest pełen cudów.”



          Niektóre dni sprawiają, że zmienia się nasze życie, zmieniamy się my i wszystko wokół. Nie mam na myśli w tej chwili dnia ślubu, czy narodzin dziecka, a na przykład 11 września 2001 roku, czyli dzień zamachu na World Trade Center w Nowym Jorku. Tego dnia Lucy i Gabe poznali się i bardzo przypadli sobie do gustu, ale również zrozumieli,  jak kruche jest życie,  i że nie można go po prostu przeżyć, należy dać coś od siebie światu i ludzkości.

          Ich drogi splatają się i tworzą idealną parę. Piękni i młodzi,  chcący coś osiągnąć. Oboje pragną wpłynąć na ludzi, zmienić ich poglądy i nauczyć czegoś nowego, uwrażliwić ich na problemy drugiego człowieka. Wszystko układa się doskonale, dopóki Gabe nie dostaje propozycji pracy w charakterze  wojennego fotoreportera. Żadne z nich nie chce zrezygnować ze swojej pasji i ścieżki kariery, ich koniec jest nieuchronny, ale czy to właściwy wybór?

          Gabe to młody, troskliwy i opiekuńczy mężczyzna. Fotoreporter, który chce uchwycić  świat takim jaki jest, z bólem i cierpieniem, które w trakcie wojny jest wszechobecne. Jest zdolny do poświęceń, nie tylko wdrapując się na skały i klęczący z aparatem fotograficznym, ale również poświęcając swój związek.

          Lucy to kobieta pragnąca miłości i czułości. Jest niezwykle inteligentna i chce zrobić coś więcej dla świata, dlatego zamiast pracować w marketingu i reklamie zajęła się pisaniem scenariuszy dziecięcych bajek. W ten sposób chce wpłynąć na wychowywanie i rozwój dzieci.

          Rozstanie dla Lucy było strasznym przeżyciem i długo musiała się po nim zbierać. Rozumiała Gabe i jego chęci, jednak nie była w stanie zrozumieć dlaczego ją zostawił, czemu nie chciał spróbować wrócić do niej. Sama również nie była gotowa do poświęcenia swojej kariery i wyruszenia z ukochanym. Życiowe  wybory rozdzieliły ich i złamały serca, ale żadne z nich nie zmarnowało tego czasu. Poświęcili się swoim pasjom i pracy, z której próbowali wycisnąć coś jeszcze. Lucy swoje szczęście odnalazła u boku Darrena. Uroczego i trochę starszego od siebie. Zdecydowany i kochany chciał być dla niej oparciem, jej adoratorem, kimś kto ją rozśmieszy, zaskoczy i sprawi radość. Pomimo pewnych niedoskonałości razem stworzyli wspaniałą rodzinę.

          Niektórzy mówią, że każde uczucie, które nazywamy miłością jest inne. Miłość pierwsza, młodzieńcza, szalona wręcz nieskazitelna. To z nią porównujemy większość kolejnych związków i oblicz tego uczucia. Lucy bardzo kochała Gabe’a. To była miłość wyjątkowa, silna więź pełna zrozumienia i czułości. Rozumieli się bez słów, czyny, pasje, cele, to wszystko łączyło ich. Byli jak dwie połówki jabłka, które ktoś przekroił na siłę. Miłość do Darrena była inna, co nie znaczy że nie była szczera czy prawdziwa. Kochała jego i dzieci, tylko nie potrafiła zapomnieć o swojej połowie jabłka.

          Książka jest wspomnieniami Lucy. Opowiada ona o swoim życiu, relacjach z Gabe’m i resztą bohaterów, o decyzjach które podjęła i ich skutkach. Nie raz stanęła przed bardzo ciężkim wyborem. Czy wybrała właściwie? Czy na pewno tak ma wyglądać jej życie? Co by było gdyby? Te pytania nie raz nękają bohaterkę. Ciężko jest nam stwierdzić czy dobrze robimy, to zwykle okazuje się po jakimś czasie. Ale czy na pewno byśmy chcieli zrobić inaczej? Gdybyśmy nie podjęli takiego kroku, to czy bylibyśmy tutaj gdzie jesteśmy? To pytania bardzo trudne i zwykle nie daje się znaleźć na nie odpowiedzi. Czy Lucy się udało? Zachęcam do przeczytania tej historii.

          Prawdziwa miłość, życiowe dylematy i jedyni tacy bohaterowie. Gorąco polecam!


__________________________________________________________
Jill Santopolo, „Światło, które utraciliśmy”, Otwarte, 2017, 348 stron

13:47

"Lokatorka" JP Delaney PRZEDPREMIEROWO

"Lokatorka" JP Delaney PRZEDPREMIEROWO



„Nienawidziłem tej pracy. Znajomy ojca budował dla siebie domek letniskowy w Szkocji i miał problemy z tamtejszym architektem. Namówiłem go, by pozwolił mi zrobić projekt za tą samą cenę. Nauczyłem się fachu podczas tej budowy. Pójdziemy ze sobą do łóżka?” 

„ Dręczy mnie to, odkąd próbowałem znaleźć kumin. Najwyraźniej nie są ustawione alfabetycznie ani według daty przydatności. Może według smaku? Albo kontynentów?”

"Nie jesteśmy w stanie udoskonalić naszych poprzednich związków bez względu na to, ile razy próbowalibyśmy je odtworzyć. Każde kolejne niepowodzenie tylko wzmacnia w nas błędne zachowania."



          Emma i Jane są jak dwie krople wody. Rysy twarzy, kolor włosów, figura. Obie doświadczone przez życie, lecz każda w inny sposób. Emma została napadnięta we własnym domu. Jane musiała urodzić martwe dziecko. Kobiety pragną zacząć od nowa, znaleźć swój swoje miejsce na ziemi, gdzie będą mogły odnaleźć spokój i dojść do siebie. Znalazły swój idealny dom. Różnią się tylko jednym. 

          Folger Street 1. To dom inny niż wszystkie. Chłodne wnętrze, które w całości wykonane jest z tego samego kamienia co elewacja budynku. Meble w domu,  to jedynie kamienny stół i krzesła przy nim, kuchnia w niezwykłym stylu,  i niska kanapa w salonie. Żadnych szafek, gniazdek, obrazów, dywanów…. Na górę prowadzą nas kamienne schody, gdzie znajduje się sypialnia z dużym łóżkiem i otwarta łazienka. Nie ma żadnych drzwi, a wszystko jest sterowane za pomocą aplikacji w telefonie czy bransoletki na nadgarstku lokatora. 

         To wyjątkowy dom, to wymarzony dom. Tutaj wszystko jest idealne i ty też taki musisz być. Nie możesz zostawić czasopism na stoliku, brudnych naczyń w zlewie, nie ma tu miejsca na porozrzucane ubrania, czy zbędne rzeczy. Żadnych zwierząt, żadnych dzieci. Setki reguł, których trzeba przestrzegać, co rusz pojawiające się ankiety, które musisz wypełnić, bo inaczej nie będziesz miał dostępu do niektórych funkcji w domu. Wystawy domu, na które musisz się zgodzić żeby móc mieszkać w tym miejscu… To bardzo wiele dla niektórych, dla innych bardzo mało, ale nie ważne. Chcesz tu mieszkać, myślisz że to wszystko? Nie! Czeka cię jeszcze rozmowa z samym architektem, który stworzył ten dom. 

          Jane jest młodą, piękną kobietą, która w końcu czuje się jakby odnalazła swoje miejsce na ziemi. Pokochała dom, który wynajmuje. Piękne i surowe wnętrza zmuszają ją do  niemal idealnego zachowywania się. W jej życiu brakuje jedynie mężczyzny, choć uważa że niedługo jakiś się pojawi w jej życiu… Pod drzwiami znajduje po raz kolejny przepiękny bukiet kwiatów. Dostawcą kwiatów jest nie jej uwielbiany architekt domu - Edward Monkford, lecz pogrążony w żałobie Simon. 

          Poprzednimi lokatorami domu była para, Emma i Simon. Emma zginęła właśnie tutaj. Spadła z kamiennych schodów. Dom, pomimo swojej sztucznej inteligencji niczego nie zarejestrował, a tajemnicza śmierć dziewczyny nie została wyjaśniona do tej pory. Edward nie chce rozmawiać na ten temat, jak i na wiele innych. Jego tajemniczość budzi podejrzenia, jak i pewne podobieństwo w wyborze kochanek. 

          Czy Jane znajduje się w niebezpieczeństwie? Kto zabił Emmę? Czy to możliwe, żeby Edward był mordercą? Czy dom przy Folger Street 1 jest ostoją czy raczej sennym koszmarem? 

          „Lokatorka” wciąga od pierwszych stron i nie pozwala oderwać się choćby na chwilę. Historia opisywana powoli, z dwóch punktów widzenia. Kiedyś i Teraz. Emma i Jane. Tutaj każde słowo i każdy gest ma znaczenie. Nic nie dzieję się bez przyczyny, a mimo to do końca nie będziesz pewien jak zakończy się ta książka. Uwielbiam thrillery, kryminały i wszelkie oznaki grozy. To jest właśnie to. Był moment, w którym moje włoski na karku stanęły, a po kręgosłupie przeszedł mnie dreszcz strachu o tytułową lokatorkę! 


_____________________________________________________________
JP Delaney, „Lokatorka” Otwarte, 2017. 457 stron 

14:25

PREMIEROWO "Syreny" Joseph Knox

PREMIEROWO "Syreny" Joseph Knox



"Lubiłem się starzeć, bo każda sekunda oddalała mnie od dzieciństwa."

"Ludzie mają wiele twarzy, ale nie tak łatwo je wszystkie dostrzec." 



          Syreny to piękne, czarujące,  i niebezpieczne kobiety. W mitologii były stworzeniami przypominającymi pół człowieka w połączeniu z pół rybą, bądź pół ptakiem. Dzisiaj są równie piękne,  i niebezpieczne, a można je spotkać w różnych knajpach i nocnych klubach Manchesteru. Co piękne kobiety robią w zwyczajnych, a nawet nieciekawych barach? Dlaczego to one, są tak niebezpieczne? 

          Aiden Waits to młody policjant, który wpadł w tarapaty. Jego szef daje mu dwa wyjścia. Albo będzie pracował dla niego pod przykrywką skorumpowanego i zawieszonego policjanta, albo zostanie oskarżony. Detektyw tak naprawdę nie ma żadnego wyboru. Jego zadaniem jest poznać działania Franczyzy. Piękne kobiety przychodzą do barów, wypijają drinka lub dwa i zbierają gotówkę za sprzedane ósemki zamiast szefa, który dzięki temu ma czyste ręce. Ósemka, cóż to takiego? Ósma litera alfabetu to „H”, a tą można już bez większego problemu powiązać z Heroiną. To dlatego Syreny są tak niebezpieczne. 

          Skorumpowany policjant z wieloma problemami w mrocznym świecie, gdzie mafia nigdy nie śpi i nigdy o tobie nie zapomni. Waits walczy ze sobą, ze swoimi nałogami, z uzależnieniem od alkoholu i narkotyków, ze swoją przeszłością, która często lubi wyłaniać się z ciemnych kątów. Walczy również o siebie, o swoją przyszłość.  Detektyw ma przede wszystkim zdobyć dowody na pogrążenie bosa, który zarządza całym interesem związanym z nocnym życiem barów i Syrenami. Cały interes jest ładnie nazywany Franczyzą.  Jak to się dzieje, że mafia zawsze jest o krok szybciej niż policja? Gdzie jest przeciek? Który policjant jest wtyczką bosa? Kolejna sprawa, to nierozwiązana zagadka z przeszłości, kiedy to pomysłodawczyni interesu Franczyzy zniknęła nagle z powierzchni ziemi, tak jakby nigdy jej nie było, wszystko stało się chwile po tym jak postanowiła zeznawać przeciwko szefowi. Dodatkowo, jakby wszystkich problemów było mało znany polityk chce, aby jego córka, zbłąkana między ludźmi od Franczyzy miała swojego anioła stróża…

         „Syreny” są debiutem autora, jestem mile zaskoczona jak dobrze poradził sobie z nie tak łatwym tematem. Powieść jest wielowątkowa, nieraz stajemy na zakręcie i nie wiemy jak potoczą się losy głównego bohatera, w którą stronę pójdzie. Kolejnym intrygującym i dość odważnym posunięciem była narracja pierwszoosobowa. Rzadko spotykana nawet u doświadczonych autorów, a tutaj debiut i takie zaskoczenie. Dla mnie to ogromny plus. Dzięki temu mogłam lepiej poznać detektywa Waitsa, poczuć jego emocje, odczytać jego nastrój, zagubić się razem z nim. Bo nie tak łatwo odgadnąć kolejne posunięcie się wroga, szczególnie po upojnej nocy czy małym zasłabnięciu. Jedyne czego mi brakowało, szczególnie na początku to znajomość przeszłości głównego bohatera. Retrospekcje, które z początku były dosłownie przebłyskami w dodatku bardzo chaotycznymi nie wyjaśniały niczego, wręcz dość komplikowały obraz. 

          Narkotyki, prostytucja, mafia, korupcja w służbach nie należą do łatwych tematów. Bohater z bogatą i niezbyt świetlaną przeszłością, również pozostawia wiele do życzenia, a jednak wyszła z tego naprawdę świetna powieść. Jeśli chodzi o debiut, jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Wiem powtarzam się. Joseph Knox wyczerpał temat do ostatniego zdania. Zagadki, których rozwiązanie nie było łatwe do przewidzenia zostały rozwiązane. Wszystkie wątki zamknięte, bez żadnych niedomówień. Po skończonej lekturze czułam się nasycona i z przyjemnością sięgnę po kolejną książkę spod pióra tego autora! 


____________________________-___________
Joseph Knox, „Syreny” Otwarte, 2017, 440 strony


14:05

PRZEDPREMIEROWO "Straceńcy" Ingar Johnsrud

PRZEDPREMIEROWO "Straceńcy" Ingar Johnsrud



"W przeciwieństwie do zwierząt człowiek ma zdolność dostrzegania w innych siebie. Stawiamy się w miejscu cierpiącego, domyślamy się jego bólu. Nazywamy to współczuciem. Ale współczucie nie występuje samo. Żyje w symbiozie z ciemniejszą stroną człowieczej duszy."



          Fredrik Beier budzi się pewnego razu po próbie samobójczej. Jak to się stało? Dlaczego to zrobił? Nie pamięta. Ludzki umysł czasami kamufluje wspomnienia, aby chronić nas, dopiero po jakimś czasie, gdy nastąpi impuls, jakiś mały punkt zaczepienia staje się to, niczym przekręcenie zamka w drzwiach i otwiera TO wspomnienie, pamięć wraca. Nadkomisarz Fredrik nie pamięta co pchnęło go do takiego czynu, dlaczego połknął znaczną ilość tabletek, wiedząc że w połączeniu z poprzednio wypitym alkoholem może stracić  życie. Odpowiedź na to pytanie musi zaczekać, ponieważ to nie jedyny problem mężczyzny. 

          Fredrik wraz z Kafą Iqbal odnajdują zwłoki w dwóch różnych zakątkach miasta. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie to, że dowody wskazują na jedną i tą samą osobę. Dodatkowo w obu miejscach znajdują taką samą fotografię małej dziewczynki podpisaną "Kalypso". Co oznacza ta fotografia? Dlaczego mężczyźni figurują pod tym samym imieniem i nazwiskiem?  To nie jedno zmartwienie śledczych. Beier zostaje napadnięty, a  z miejsca zbrodni znikają wszelkie dowody. Trop i ślady po których idą policjanci, rozmywają się niczym ślady na wodzie. Wygląda na to, że ktoś ma bardzo wiele do ukrycia, i za wszelką cenę nie chce odkryć kart. Kto to taki? Jaki ma cel udaremniać działania policjantów? 

          Zagadka wydaje się nie do rozwiązania, wiele osób nie chce mówić lub nie może. Jak policjanci mają sobie poradzić, gdy kolejne tropy urywają się? Trupy, diaboliczne egzekucje, tortury i znikające ślady. To wszystko sprawia, że człowiek nie wie komu może zaufać... 
          "Straceńcy" są owiani od samego początku mgłą tajemniczości, pełną niedopowiedzeń. Niewiedza bohaterów i nas sprawia,  że zagadka nie jest tak prosta do rozwiązania, ginące dowody i niewyjaśnione czyny osób trzecich, tych niewidocznych sprawiają, że czujemy ten dreszcz emocji i podniecenia, a nawet frustrację. Retrospekcje, które nie odsłaniają szczególnie z początku niczego więcej, nie nakreślają rozwiązania, wręcz przeciwnie, przez długi czas sieją zamęt. To wszystko to celowe zabiegi autora, aby wzbudzić w nas ciekawość, zainteresowanie, abyśmy śledzili każdy krok bohaterów. 

          W książce czuć męską dłoń, mocną i zdecydowaną. Fredrik, który bezdyskusyjnie gra główną gorę w tej sztuce, jest zagubiony w sobie, pełen niepewności do samego siebie, żalu o to,że nie mógł postąpić inaczej, że znowu musi zawieść bliskich, i nie umie rozmawiać z nimi szczerze i otwarcie, mimo wszystko jest mężczyzną. Prawdziwym mężczyzną z krwi i kości. Andreas Figueras jest wieloletnim partnerem Fredrika. Zawsze blisko przyjaciela, darzy go ogromnym szacunkiem i zaufaniem, niestety on również ściga się ze swoimi demonami przeszłości. Czy będzie w stanie je pokonać? Czy mężczyźni nie stracą zaufania do siebie, przez pewne niedomówienia? Oraz Kafa Iqbal, to kobieta, która bardzo szybko awansowała w swojej karierze, i niestety popełnia jeszcze błędy, przez które będzie musiała trochę wycierpieć. Jest kobietą tajemniczą, ambitną i bardzo mocno zaangażowaną w swoją pracę. 

          Czy to wszytko da się połączyć? To jeden z lepszych thrillerów, który naprawdę trzyma w napięciu do samego końca. Ingar Johnsrud nie pozwoli wam odłożyć książki nawet na chwilę, tutaj nie ma czasu na odpoczynek czy chwilę wytchnienia. Czy rozwiązanie kryje się za rogiem? Jesteś pewien, że już wiesz? A co jakby dorzucić do tego wszystkiego śmiercionośny wirus ospy prawdziwej? 


_____________________________________________
Ingar Johnsrud, "Straceńcy", Otwarte, 2017, 566 stron 



Premiera książki 15 luty 2017. 



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuje wydawnictwu Otwarte. 

14:28

PRZEDPREMIEROWO "Raz na zawsze" Andreas Pflüger - "Nie widzieć, wiedzieć... "

PRZEDPREMIEROWO "Raz na zawsze" Andreas Pflüger - "Nie widzieć, wiedzieć... "



"Nikt nic nie mówi. Na twarzach wszystkich maluje się bezdenna pustka, a za nią kryją się drzwi, których żaden z zebranych nie ma odwagi otworzyć." 

"Uderzył są w nozdrza zapach mężczyzny, który wtedy, na ulicy przed kinem, trzymał ją w uścisku. Kwiat kamelii. Gdy zrozumiała, że to był Holm, poczuła się jak zmięta kartka papieru. 
A więc znalazł ją i w każdej chwili może zabić." 

"Chce ją odsunąć, nie, chce wyrwać mu całe ramię, jednak wszystko, co potrafi, to trząść się i płakać. Ludger głaszcze go delikatnie, dotyka po raz pierwszy, daje mu do zrozumienia, że go rozumie."



           Jeden dzień zmienił wszystko. Jedna chwila, jeden ruch pogrążył ją w ciemności do końca życia. Dosłownie! Jenny otacza ciemność. Choć jej oczy są szeroko otwarte musi zadać się na inne zmysły. Najbardziej pomocny jest słuch. Ale czy to wystarczy żeby być dobrą policjantką?  

          Niewidoma policjanta Jenny Aaron jedzie do Berlina przesłuchać jednego z więźniów. Mężczyzna, seryjny morderca  po raz kolejny zabił. Tym razem udusił w swojej celi panią psycholog, a podczas przesłuchania wypowiedział tylko jedno zdanie: „Będę rozmawiał wyłącznie z panią Aaron.” Szesnaście lat temu właśnie ona, młoda kobieta, praktykantka wsadziła go za kratki. Boenisch zabił dwie kobiety, a gdy ta młodziutka kobieta znalazła się w jego domu i odkryła prawdę zamknął ją w piwnicy. Nie udało mu się jej pokonać. Aaron pokonała go sama i bez wsparcia kolegów, to ta sprawa dała jej przepustkę do wydziału specjalnego. 

          Jak to wszystko łączy się z tą sprawą z Barcelony? Prosta akcja – kupno skradzionego obrazu przerodziła się w piekło. Zdemaskowani, bez broni, bez możliwości przeżycia. Uciekając zostawiła przyjaciela, partnera jak i ukochanego na pewną śmierć. Sama zaś straciła wzrok i częściową pamięć. Trauma i luki w głowie nie zrobiły z niej jednak ślepca błądzącego po świecie, po własnym pokoju. Ta kobieta si nie poddaje, walczy o każdy krok, doskonali swój umysł i ciało. Teraz musi się zmierzyć z przeszłością, musi odzyskać wspomnienia, które utraciła, uratować swój honor i odzyskać pamięć, aby móc pokonać wroga. 

          Majstersztyk? Doskonała intryga? Wciągająca książka? 
Czy to wszystko, co o niej piszą to prawda? 

          Autor zaskoczył mnie samym pomysłem na fabułę. Niewidoma policjantka? Trening czyni mistrza, wewnętrzna siła, charakter, osobiste predyspozycje również, ale żeby do takiego stopnia? Z przyjemnością zagłębiłam się w lekturze chcąc to sprawdzić. Thrillery, kryminały to mój ulubiony gatunek i pochłaniam go bezgranicznie. Co też oznacza że każda kolejna książka ma trudniej, a każdy autor musi się nagimnastykować aby mnie zaskoczyć. Andreas Pflüger zrobił to w dużej mierze. Przede wszystkim pomysł, a następnie cała kreacja historii, gdzie nic nie dzieje się bez przyczyny, a  każda myśl, zdarzenie z przeszłości, każdy człowiek i jego słowo ma znaczenie. Musimy być czujni, aby niczego nie przeoczyć, pewne sygnały, poszlaki pozwalają na podejrzenie, niemniej prawda nie jest odkryta do samego końca. To również ogromny plus! 

          Styl pisania autora nie należy do tych ciężkich, aczkolwiek musiałam chwilę przywyknąć do niego. Nie uważam żeby był to wielki mankament. Czytając jakiś tekst czasami od razu, ktoś przypada nam do gustu i stwierdzamy, że ma on „lekkie pióro” prawda jest taka że zależy to od nas, naszych upodobań, więc zawsze daje sobie kilka pierwszych stron aby móc poznać pisarza. Jedyne co wytrącało mnie z czytania, sprawiało że gubiłam wątek i denerwowałam się to nagłe retrospekcje, przemyślenia, które potrafiły pojawić się bez uprzedzenia, brakowało mi tutaj linijki przerwy czy choćby tekstu pisanego kursywą, aby móc się na to przygotować.  Taki mały zabieg a tak wiele zmienia. Niestety to było bardzo uciążliwe dla mnie. 

          Thriller trzyma w napięciu, nie pozwala się oderwać,  a główna bohaterka zmusza nas do przemyśleń i wzięcia się w garść, bo przecież niektórzy mają gorzej, a dają radę i się nie poddają. To była dobra lektura, a ja bardzo polubiłam Aaron, Pavlik’a i Demirci. Są to postacie z krwi i kości, profesjonaliści w pracy, oddani przyjaciele i wrogowie, których lepiej nie mieć. Gorąco polecam! 


_______________________________________________________________
Andreas Pflüger, "Raz na zawsze", Otwarte, 2016, 500 stron 

Premiera książki 6 lipiec 2016 



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuje wydawnictwu Otwarte. 

13:45

"Pandora" M. R. Carey - Jesteś tu, wiem to...

"Pandora" M. R. Carey - Jesteś tu, wiem to...



"Kiedy jestem głodna. Nie, nie chodzi mi o to, że chcę panią zjeść! Wcale nie chcę, wolałabym umrzeć! Po prostu... Pani mnie wypełnia, tak jak strawa tego człowieka w piosence. Kiedy pani jest przy mnie, to czuję, że niczego innego mi nie potrzeba." 

"Nie chcę was skrzywdzić! (...)
Naprawdę tak myśli, dlatego właśnie powstrzymuje się od walki, gdy wgryzają się w jego ciało i rozszarpują je na kawałki. To w końcu tylko dzieci, które miały zapewne równie gówniane dzieciństwo jak on."

"Świat się wali, ludzie go odbudowują. Założę się, że w historii ludzkości nie było momentu, kiedy życie po prostu... płynęło spokojnie. Zawsze jest jakiś kryzys." 



          Stoisz pośrodku opustoszałego miasta, a przynajmniej tak ci się wydaje. Ale oni są wszędzie, czekają jedynie na znak twojej obecności. Usłyszą cię, gdy będziesz głośno. Dostrzegą cię gdy poruszysz się. Wyczują twój zapach nawet z tysiąca kilometrów… Głodni! To oni cię dopadną,  rozrywając twoje ciało, aby dostać się do najsmaczniejszych kąsków między twoimi żebrami! Pamiętaj, oni nigdy się nie męczą, nie uciekniesz im! 

          Melanie ma dziesięć lat. Od poniedziałku do piątku uczestniczy w zajęciach lekcyjnych. Najbardziej lubi te dni, kiedy lekcje prowadzi panna Justineau. Marzy o tym, aby móc być jak Pandora – kobieta stworzona przez greckich bogów, którzy chcąc ukarać ziemię za nieposłuszeństwo Prometeusza wyposażyli ją we wszystkie nieszczęścia. Cela jest jej domem, ma łóżko, obrazek na ścianie i wózek, do którego jest przypinana mocnymi pasami przez żołnierzy zbrojonych w karabiny i dowożona do sali. Pragnie uciec i uratować nauczycielkę, poznać świat, o którym tyle usłyszała. Boi się, że może skończyć jak Marcii i Liam, którzy już  nie przyjeżdżają na lekcje. 

          Ophiocordyceps to grzyb, który opanowuje zarażony organizm, ale go nie zabija. Przejmuje nad nim kontrole, posługuje się nim, gdy wyczuje pożywienie, i dąży do niego nie zważając na żadne przeciwności, dla niego one nie istnieją. Głodni – ludzie, którzy zostali zarażeni, nigdy się nie męczą, nie potrzebują odpoczynku. Czy są więc jakieś szanse dla garstki osób, które walczą by ocalić świat? 

          Nigdy nie sądziłam, że skuszę się na książkę o tej tematyce. Zombie kojarzyłam jedynie z kiepskimi filmami w telewizji. Mike Carey zaskoczył mnie tą wizją zagłady świata, ludzkości. To coś zupełnie innego, nowego, zaskakującego. Wspaniale wykreowany świat, dokładnie zgłębione przyczyny zagłady cywilizacji. Akcja, która toczy się płynnie, pędzi tam gdzie powinna i daje chwile na odpoczynek, refleksje czy rozmyślanie. Historia, gdzie nie rządzi przypadek, a każde działanie ma przyczynę i skutek. Nie ma niewiadomych, luk czy czarnych dziur! 

           Nie zapomniałam również o bohaterach. Żywych, mocno rozbudowanych, prawdziwych, z krwi i kości. Melanie, jedna z małych pacjentek bazy wojskowej. Helen Justineau, kobieta dojrzała, oddana, ciepła i kochająca, dla której dobro dzieci jest najważniejsze. Caroline Caldwell, pani doktor która dla dobra ludzkości i nowego świata nie zawaha się przed niczym, a przede wszystkim o chwale i sławie jaką zdobędzie dzięki swoim odkryciom. Sierżant Parks to mężczyzna, który z wielką starannością i powagą traktuje swoje obowiązki służbowe oraz jego podwładny szeregowy Gallagher, któremu udało się wyrwać z domu chcąc coś osiągnąć. Nie umiałam utożsamić się z żadną postacią, ale ani trochę mi to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Z każdą z tych nich drżałam, na samą myśl, że ktoś może usłyszeć mój oddech, bądź przyspieszone bicie serca.  

          Fantastyczna, oryginalna, nieprzewidywalna, jedyna w swoim rodzaju książka, która potrafi zwalić z nóg! Autor zaskakuje z jednej strony prostym językiem, a z drugiej perfekcyjnymi opisami choćby grzyba i wszystkiego co z nim związane. Bohaterowie, o których już wspomniałam. Pomysłem na historię… Nigdy nie sądziłam, że sięgnę po książkę o zombie, nie mówiąc już o tym że nie będę mogła się od niej oderwać! Jak to się stało? Przeczytałam pierwszy rozdział, który dostałam na skrzynkę mailową! Nie mogłam już przestać o niej myśleć! Książka trafi na pewno do fanów fantastyki, jak i do czytelników lubiących, książki opowiadające o zagładzie świata. Carey wyniesie was w zupełnie inny poziom! Całej reszcie mogę powiedzieć, żebyście się nie zrażali i spróbowali przeczytać! To istny majstersztyk! 


________________________________________
Mike Carey, "Pandora" Otwarte, 2016, 416 stron



14:37

"Powrót do Daringham Hall" Kathryn Taylor - Zemsta czy miłość?

"Powrót do Daringham Hall" Kathryn Taylor - Zemsta czy miłość?



"Czuła się tak, jakby w jej żyłach płynęło czyste szczęście, rozpalając w niej ogień, który poznała dopiero wtedy, gdy go pokochała. Nie dało się go powstrzymać, topił wszelki opór, aż stała się jednym wielkim pragnieniem."

"Obawiała się, nie, wręcz oczekiwała, że coś stanie na przeszkodzie jej związkowi z Benem, jeśli on odzyska pamięć. Jednak nigdy by nie przypuszczała, że jego przeszłość okaże się tak ściśle i tak tragicznie związana z Daringham Hall i Camdenami."

" Jeśli ktoś staje się dla nas ważny, jeśli dopuszczamy go zbyt blisko, jesteśmy bezbronni wobec bólu, jaki może nam zadać. " 



          Daringham Hall to niezwykła posiadłość położona w Anglii, która skrywa niejedną tajemnicę. Camden’ynowie właściciele posiadłości, nawet nie zdają sobie sprawy, jak ich sytuacja rodzinna może się zmienić wraz z pojawieniem się tajemniczego Ben’a Sterling’a, który twierdzi, że jest prawowitym spadkobiercą i zamierza walczyć o swoje. Od tej chwili los posiadłości wisi na włosku. 

          Ben jest nowojorskim biznesmenem po trzydziestce. Zarządza dużą firmą informatyczną, jest przystojnym i dobrze zbudowanym mężczyzną, któremu tak naprawdę niczego nie brakuje. Do wschodniej Anglii przyjeżdża, aby odzyskać co swoje i ostatecznie rozprawić się z arystokratyczną rodziną. To akt zemsty, za to jak rodzina potraktowała jego matkę, pierwszą żonę Ralpha Camdena – głowę rodu. Jednak gdy dociera na miejsce zostaje napadnięty, a w następstwie dostaje amnezji.  

          Po wypadku opiekuje się nim Kate, młoda pani weterynarz i bardzo bliska przyjaciółka rodziny Camdenów. Niewiele trzeba aby tych dwoje zadłużyło się w sobie, a ich romans rozkwitł. Tylko co się wydarzy, gdy Ben w końcu przypomni sobie kim jest i jakie są jego zamiary? Czy zrezygnuje ze swoich planów? Jak poradzi sobie z tą sytuacją Kate, która nagle straci swojego mężczyznę?

          To moje pierwsze spotkanie z Kathryn Taylor. Nie czytałam żadnej z poprzednich serii autorki,  za to na temat samej autorki i jej twórczości przeczytałam naprawdę sporo dobrego. Tak więc moje oczekiwania wobec niej i książki były dość wysokie. Niestety ja się zawiodłam. Historia nie wciągnęła mnie kompletnie. Strasznie długo ją czytałam i jeszcze dłużej zbierałam się za napisanie tej recenzji. Cała historia jest bardzo banalna, opisana nie raz, a pani Taylor nie umiała mnie wciągnąć kompletnie niczym do kreowanego przez siebie świata. To był bardziej odgrzewany kotlet niż pełna namiętności historia.

          Główni bohaterowie są mocno zarysowani, za to bardzo schematyczni. O reszcie nie mogę zbyt wiele powiedzieć, może dałabym radę opisać ich w jednym zdaniu. Akcja tam gdzie powinna być powolna gna, tam za to gdzie powinno się co nieco przewinąć, ciągnie się niemiłosiernie.  Główna para ledwo się zobaczyła po nieszczęśliwym wypadku, a za chwilę już są razem, romansując w najlepsze. Kate roztkliwia się nad błahostkami. Erotyka w tej książce po prostu nie występuje, a na mnie nie zadziałał żaden z opisów wielkiej i słynnej posiadłości. Za to rodzinne intrygi i powiązania przywodzą mi na myśl tylko i wyłącznie jedno - „Modę na sukces”.

          Książka swoim zakończeniem zapowiada kolejny tom, a dzisiaj już wiem, że jest to cała trylogia. Mimo, że widniała na moich zestawieniach „Chcę to mieć!”, w tej chwili nie jestem tego taka pewna. Jedna scena, która naprawdę mi się podobała to poród źrebaka, gdzie Kate z Benem, musieli się naprawdę postarać i współpracować razem. To by było na tyle. Jeśli lubicie tkliwe romanse, angielską arystokracje i niezobowiązującą lekturę będzie to coś dla was, jeśli nie odpuście sobie. 


________________________________________________________
Kathryn Taylor, "Powrót do Daringham Hall", Otwarte. 2015, 360 stron

12:35

"Poradnik pozytywnego myślenia" Matthew Quick - Każdy film kończy się happy end'em, mój też!

"Poradnik pozytywnego myślenia" Matthew Quick - Każdy film kończy się happy end'em, mój też!



„Bywa, że podczas zachodu słońca nie ma żadnych chmur...i kiedy spoglądam w niebo, do mojej czaszki wdziera się pomarańczowy ogień, który mnie oślepia. Jest niemal tak samo przyjemny jak widok chmur, ponieważ on także piecze i sprawia, że wszystko wygląda zachwycająco.”

„Pamiętaj, przyszłość zaczyna się dziś.”

„- Życie jest ciężkie Pat, i dzieci muszą się o tym dowiedzieć.
- Dlaczego?
- Żeby potrafiły współczuć innym. Żeby rozumiały, że niektórym ludziom jest trudniej i że jazda przez ten świat może być bardzo zróżnicowanym doświadczeniem, w zależności od tego, jakie substancje szaleją komuś w mózgu.”



          Pat Peoples liczy sobie ponad trzydzieści lat i właśnie opuścił „niedobre miejsce” – szpital psychiatryczny. Wraca do rodzinnego domu, gdzie zamierza dalej pracować nad sobą, bo wierzy w dobre zakończenia, a jego życie jest przecież jak film, więc również dobrze musi się skończyć! Pat codziennie połyka kilka kolorowych tabletek, regularnie uczęszcza na terapię, stara się panować nad gniewem i być miłym dla wszystkich, czyta literaturę amerykańską z czasów szkolnych i podnosi kolejne ciężary. Po co to wszystko? Pat wierzy, że to pomoże skończyć jego rozłąkę i będzie mógł wrócić do swojej żony – Nikki.

          Mężczyzna nie rozumie jednak pewnych rzeczy,  i nikt nie pomaga mu tego zmienić. Z rodzinnego domu zniknęły jego pamiątki ślubne. Jego brat ożenił się, przyjaciel został ojcem, a małżeństwo jego rodziców zmierza ku końcowi. Pat bowiem nie zdaje sobie sprawy ile trwa rozłąka i ile czasu przebywał odcięty od świata. Stara się jednak nie poddawać, a w powrocie do zdrowia i świata pomagają mu najbliżsi. Po czterech latach izolacji Pat wraca do kibicowania w męskim gronie ukochanej drużynie Orłów, a w jego życiu pojawia się również kobieta. Tiffany przeżyła załamanie nerwowe po stracie męża, teraz w milczeniu towarzyszy Patowi w codziennym bieganiu. Z czasem stają się przyjaciółmi, choć nie wiedzą do czego doprowadzi ich ta znajomość.

          Pat wierzący w dobre zakończenie, zatroskana matka, gburowaty ojciec, wierni fani Orłów i Tiffany ze swoim ciętym językiem, Cliff i jego metody leczenia wszyscy sprawili, że książkę nie przeczytałam a pochłonęłam. Między sprawozdaniami z treningów głównego bohatera czy szczegółowymi relacjami z meczów Orłów można się momentami trochę zgubić. Czasami bardzo denerwowała kolejna relacja, zamiast innej akcji w książce, bo co do opisów uczuć i przyczyn postępowania głównego bohatera na pewno nie możemy narzekać. Czułam, że muszę przeczytać tą książkę, zagadkowy tytuł i ekranizacja jedynie wzmogły moje odczucia. Nie żałuję, aczkolwiek nie jest to książka która zapiera dech w piersi. Czy zostanie ze mną na długo?

          Matthew Quick przedstawił historię pewnego mężczyzny, który po ciężkich przeżyciach dalej walczy. Autor przypomniał mi jedną z najważniejszych rzeczy w naszym życiu. Jest to wiara. Wiara w jutro, które będzie lepsze. Wiara, która daje nam siłę do dążenia do celu. To właśnie ona dodaje sił i otuchy Patowi w ciężkich chwilach. Jeśli jesteście na jakimś zakręcie i tracicie wiarę koniecznie sięgnijcie po „Poradnik pozytywnego myślenia” albo przypomnijcie sobie siłę z jaką brnął naprzód Pat.


____________________________________________________________________
Matthew Quick, „Poradnik pozytywnego myślenia”, Otwarte, 2013, 380 stron



Książka bierze udział w wyzwaniu „Kiedyś przeczytam 2016”.

13:08

"Podaruj mi miłość. 12 świątecznych opowiadań" - Stephanie Perkins, Holly Black, Ally Carter, Matt de la Peña, Gayle Forman, Jenny Han, David Levithan, Kelly Link, Myra McEntire, Rainbow Rowell, Laini Taylor, Kiersten White

"Podaruj mi miłość. 12 świątecznych opowiadań" - Stephanie Perkins, Holly Black, Ally Carter, Matt de la Peña, Gayle Forman, Jenny Han, David Levithan, Kelly Link, Myra McEntire, Rainbow Rowell, Laini Taylor, Kiersten White




"Mówi się, że święta to czas, kiedy ludzie powinni być dla siebie mili, wybaczać sobie nawzajem i tak dalej, ale w rzeczywistości wszystko sprowadza się do prezentów. Tam, gdzie rządzi Święty Mikołaj, nie ma sprawiedliwości. Bogate dzieciaki dostają wszystko, a bidne używany szmelc, chociaż rodzice wypruwają sobie flaki żeby go mieć."

"Pisał, że wystarczy mieć nadzieję. Że świat to nie droga jednokierunkowa, że może pomieścić wiele różnych historii. Że jest naprawdę dostatecznie duży i nieprzewidywalny. Ale jak miałam w to wierzyć?"

"Jeśli nosisz w sobie magię, powinieneś chronić ją przez całe życie, bo kiedy raz pozwolisz jej zniknąć, już nigdy nie powróci."




          Tegoroczne święta były dla mnie zupełnie inne, niż dotychczasowe. Mimo świątecznych piosenek w radio, reklam telewizyjnych  i  sklepowych wystaw w ogóle nie czułam, że nadchodzą Święta Bożego Narodzenia. Zupełnie mnie zaskoczyły. Może to przez brak świątecznej aury w postaci śniegu? Niemniej święta nadeszły, a wraz z nimi świąteczne propozycje książek. Jedną z nich jest „Podaruj mi miłość” ; zbiór świątecznych opowiadań, które przeniosły mnie w zupełnie inny świat.


         „Podaruj mi miłość” to praca zbiorowa autorów książek młodzieżowych. Opowiadania świąteczne i około świąteczne, sprawiły, że poczułam się jak dziecko i mogłam na nowo odkrywać magię świąt siedząc przy świecących lampkach choinki. Bardzo ciężko było mi się oderwać choćby na chwilę od książki i jej bohaterów. Opowiadania są krótkie, zawierające maksimum świątecznych emocji. Radości, miłości, pojednania, oczekiwania na nieznane, a przede wszystkim magii. Książka oczarowała mnie całkowicie! A przecież o to chodzi!

         W książce znajdziemy mieszankę doskonałą dla dużych i małych. Opowieści o Świętym Mikołaju, tym prawdziwym i przebranym, o magii miłości i przezwyciężaniu zła, o pragnieniach i poświęceniu, niesieniu bliźniemu pomocy, o wybijającej dwunastej godzinie, która oznacza koniec starego i początek nowego roku. Poczujemy zapach choinki, smaki przepysznych wigilijnych potraw i rodzinną atmosferę świąt.

          To przepiękna propozycja na te święta i następne. Na pewno przeczytam jeszcze nie raz. Co prawda od co poniektórych autorów oczekiwałam czegoś lepszego, za to inni mnie bardzo zaskoczyli. Przede wszystkim pragnę podziękować  Stephanie Perkins za to, że zebrała wszystkie te opowiadania w jedną całość i podarowała nam je. Nie mogę nie wspomnieć również o pięknym wydaniu książki. Twarda oprawa, przepiękna okładka z gwiazdkami, czerwona wstążka do zakładania stron i kremowy papier w środku który nie zmęczył moich oczu.



         Przepiękna pozycja z jeszcze piękniejszymi pełnymi magii i świątecznej aury opowiadania wielu autorów, z których niejednego będę chciała poznać bliżej. Polecam gorąco mimo że święta już za nami. Niektóre opowieści można przeczytać nawet swoim pociechom! 


__________________________________________________________________________________________
 Stephanie Perkins, Holly Black, Ally Carter, Matt de la Peña, Gayle Forman, Jenny Han, David Levithan, Kelly Link, Myra McEntire, Rainbow Rowell, Laini Taylor, Kiersten White, "Podaruj mi miłość. 12 świątecznych opowiadań", Otwarte, 2015, 432 strony


A wy z jaką pozycją książkową spędziliście święta? 

13:24

"Oddam ci słońce" - Jandy Nelson

"Oddam ci słońce" - Jandy Nelson



„- Jak dasz mi słońce, gwiazdy, oceany i wszystkie drzewa, może się zastanowię - mówię, wiedząc, że się nie zgodzi. Wie, jak strasznie chciałbym mieć słońce i drzewa. Dzielimy świat między siebie, od kiedy skończyliśmy pięć lat. Idę na całość: po raz pierwszy władza nad światem jest w moim zasięgu.
- Noah, żartujesz chyba - mówi, prostując się. Wkurza mnie to, jaka jest wysoka. Jakby ją ktoś rozciągnął przez noc. - Wtedy zostałyby mi tylko kwiaty. (...)
- Okej - ciągnie. - Drzewa, gwiazdy, oceany. Dobra.
- I słońce, Jude.
- No dobra - mówi, co mnie kompletnie zdumiewa. - Dam ci słońce.”

„Posłuchaj mnie. Trzeba dużo odwagi, żeby być uczciwym wobec siebie, wobec własnego serca. Zawsze byłeś bardzo odważny i modlę się, żeby ciągle tak było. Jesteś za to odpowiedzialny, Noah, pamiętaj.”

„Gdy bliźnięta zostają rozdzielone, ich dusze wykradają się, żeby odnaleźć to drugie.”



          Bliźnięta. Jedno czy dwujajowe na zawsze zostaną zagadką świata. Nikt nie zrozumie jak to jest być jednym z nim i czuć wiążącą je więź. Nikt nie wie jak to jest czuć to samo co ta druga połowa, czy wiedzieć co myśli, a tym bardziej robić to samo w tym samym momencie. My, pojedynczo urodzeni wiemy jedynie, że wiąże ich coś niezwykłego.

          Mam tego niezbity dowód w domu. Moje córeczki – bliźniaczki mają niespełna rok, a łączy je coś wyjątkowego, gdy jedna płacze, ta druga jest zasmucona i patrzy z wyrzutem. Gdy jedna z czegoś się cieszy, to druga zaraz za nią. Siadają nóżka przy nóżce, a gdy pędzą do drugiego pokoju, jedna zatrzymuje się w połowie drogi i czeka na drugą.

          Noah i Jude też łączyło coś niezwykłego. Oddychali w tym samym tempie, grając w „kamień, nożyce i papier”, żadne z nich nie było w stanie wygrać. Kiedy ta więź została zerwana? Otóż w pewnym momencie między rodzeństwo wdarła się rywalizacja o względy matki. Utalentowany Noah, który zawsze dogadywał się z matką, rozumieli się bez słów i Jude, która jako nastolatka zaczęła się buntować przeciwko matce, a równocześnie potrzebowała jej jak nigdy przedtem.  To właśnie ta rywalizacja popchnęła ich do czynów przeciwko sobie, a następnie cegiełka po cegiełce wznosił się mur między nimi. Niewyjaśnione tajemnice, poczucie winy…

          Jude, która miała wianuszek przyjaciół przy sobie, zachwycała wyglądem i niczego się nie bała zmieniła się w ukrywającą swoje atuty dziewczynę, wierzącą w duchy i przesądy, która nie rozstaje się z biblią babci. Noah z „uduchowionego” chłopca, rewolucjonistę zmienił się w kogoś kim nie chciał być, kogoś kim zawsze pogardzał. Czy uda im się znowu być tą parą bliźniąt? Czy będą dla siebie kimś więcej niż znienawidzonym rodzeństwem?

          „Oddam ci słońce” to książka, która opowiada o szczególnych emocjach, o więzi która jest jednocześnie tak silna, jak i krucha. Uczy nas, że trzeba pielęgnować to co łączy dwoje ludzi, aby to było trwałe, że nic nie jest wieczne, a to co mamy możemy również stracić. To głęboka opowieść nie tylko o okładkowych bliźniętach, ale również o dramacie ludzi uwięzionych w związku bez przyszłości. O wielkiej miłości, która zdarza się raz w życiu, o pasji, o szaleństwie jakiemu każdy z wielką chęcią się podda. O tym ile jesteśmy w stanie poświęcić, oddać za tą jedyną osobę. To niesamowita książka, którą każdy powinien przeczytać!







_________________________________________________________
Jendy Nelson, „Oddam ci słońce”, Otwarte, 2015, 374 strony
Copyright © zazakladka.blogspot.com , Blogger