Pokazywanie postów oznaczonych etykietą debiut. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą debiut. Pokaż wszystkie posty

14:21

"Ocalałe" Riley Sager | PREMIEROWO

"Ocalałe" Riley Sager | PREMIEROWO




„Jednak jakimś cudem to my krzyczałyśmy najgłośniej, uciekałyśmy najszybciej, walczyłyśmy najbardziej zawzięcie. Udało nam się przetrwać.”

„Ja nie usiłuję zakrywać swoich blizn. Po prostu udaję, że nie istnieją.”

„Tak już miało pozostać: rozkosz i ból, splecione ze sobą na zawsze.”



          Pustka, dziura, ciemna przestrzeń, wyrwany kawałek życia. Jest tylko to co było przed i po. Nie ma środka, który był tak naprawdę najważniejszy, dla wielu osób, który pomógłby wyjaśnić tą wielką zbrodnię, zrozumieć szaleńca, który dokonał tej rzezi. A ona? Nie jest w stanie odpowiedzieć nawet na najprostsze pytanie. Po prostu nie pamięta, co się stało. Jej organizm wyparł te wspomnienia chroniąc ją, przed autodestrukcją.  

           Quincy Carpenter stała się jedną z ocalałych po tym jak jako jedyna ze swoich przyjaciół przeżyła masakrę w letniskowym domku. Mimo wszystko nie chce być jedną z nich i zaczyna „normalne” życie. Uwielbia wypieki, a swoją pasję rozwinęła do tego stopnia, że jest w stanie na niej zarabiać prowadząc bloga, ponad to ma swoje mieszkanie oraz narzeczonego. Jest spełnioną i szczęśliwą kobietą, do pewnego dnia… 

          Lisa Milner, kiedyś doświadczyła tego samego co Quincy. Przeżyła masakrę w żeńskim akademiku. Jest pierwszą z Ocalałych i chyba najlepiej poradziła sobie z tą rolą. Lisa spełniała się czyniąc dobro, pomagając innym ludziom czuła że żyje i że ma cel. Dobroduszna, ciepła, życzliwa i pogodna dziewczyna. Nikt więc nie może uwierzyć, w to że popełniła samobójstwo, po tym jak wyrwała się ze szponów śmierci w akademiku przed laty. W dodatku przed swoją śmiercią napisała wiadomość do Quincy. 

          Samantha Boyd, to ostatnia z Ocalałych. Udało jej się przeżyć pamiętną noc w motelu Nightlight Inn przy samej autostradzie. Pewnego wieczoru mężczyzna z workiem na głowie sprawił, że tą noc zapamiętali wszyscy. Po śmierci Lisy pojawia się nagle przed domem panny Carpenter. Nie wiedzieć czemu chce poznać dziewczynę i zaprzyjaźnić się. 

          Od tej pory nic nie jest takie jak przedtem. Życie zaczyna przybierać dziwny i nieznany kierunek, pełen niebezpieczeństw. Sytuacje budzą strach, niepokój i niepewność. Przeszłość zaczyna powracać z mroków, przebłyski tamtej nocy wracają, próbują się przebić przez poukładane życie Quincy. Czy Ocalałe powinny się bać? 

          „Ocalałe” przyciągają do siebie od pierwszego zetknięcia się z tą książką. Tekst podzielony na przeszłość, która powoli rysuje się przed nami odsłaniając kolejne fragmenty układany i teraźniejszość, która jest jeszcze bardziej zagadkowa. Motywy poszczególnych postaci, zwroty akcji, niezrozumiałe zachowanie bohaterów… to wszystko działa, gdy już wciągamy się w samą lekturę. Ale „Ocalałe” ciągną nie tylko zawartością. Czerwona okładka, która nie daje się nie zauważyć i tytuł… który rysuje się w głowie, jest zagadkowy, niedający o sobie zapomnieć. Ponad to jestem fanką powieści King’a i nie muszę tłumaczyć, że czytając jego słowa na okładce nie mogłam przejść obojętnie. 

          Książkę czytałam z małymi przerwami, ze względu na natłok zajęć, ale gdy już znalazłam tą chwilę nie mogłam się oderwać. Jest idealna! Największym atutem tej powieści jest zabawa czasem, gdy raz czytamy coś z przeszłości a raz z teraźniejszości, jest to idealnie rozłożone w akcji książki, nie męczy i nie odrywa od głównego wątku. Z doświadczeń czytelniczych wiem, że to nie zawsze jest taki łatwy i bezbolesny zabieg. Dodatkowy atut, mimo wszystkich niezrozumiałych decyzji podjętych przez główną bohaterkę, nie była ona postacią irytującą. Nie musiałam sobie tłumaczyć jej zachowania przeżytą traumą, czy zaślepieniem emocjami, które towarzyszyły całej historii. Gorąco polecam i czekam na kolejną książkę autorki! 


____________________________________________________________
Riley Sager, „Ocalałe”, Otwarte, 2017, 432 strony

13:47

"Lokatorka" JP Delaney PRZEDPREMIEROWO

"Lokatorka" JP Delaney PRZEDPREMIEROWO



„Nienawidziłem tej pracy. Znajomy ojca budował dla siebie domek letniskowy w Szkocji i miał problemy z tamtejszym architektem. Namówiłem go, by pozwolił mi zrobić projekt za tą samą cenę. Nauczyłem się fachu podczas tej budowy. Pójdziemy ze sobą do łóżka?” 

„ Dręczy mnie to, odkąd próbowałem znaleźć kumin. Najwyraźniej nie są ustawione alfabetycznie ani według daty przydatności. Może według smaku? Albo kontynentów?”

"Nie jesteśmy w stanie udoskonalić naszych poprzednich związków bez względu na to, ile razy próbowalibyśmy je odtworzyć. Każde kolejne niepowodzenie tylko wzmacnia w nas błędne zachowania."



          Emma i Jane są jak dwie krople wody. Rysy twarzy, kolor włosów, figura. Obie doświadczone przez życie, lecz każda w inny sposób. Emma została napadnięta we własnym domu. Jane musiała urodzić martwe dziecko. Kobiety pragną zacząć od nowa, znaleźć swój swoje miejsce na ziemi, gdzie będą mogły odnaleźć spokój i dojść do siebie. Znalazły swój idealny dom. Różnią się tylko jednym. 

          Folger Street 1. To dom inny niż wszystkie. Chłodne wnętrze, które w całości wykonane jest z tego samego kamienia co elewacja budynku. Meble w domu,  to jedynie kamienny stół i krzesła przy nim, kuchnia w niezwykłym stylu,  i niska kanapa w salonie. Żadnych szafek, gniazdek, obrazów, dywanów…. Na górę prowadzą nas kamienne schody, gdzie znajduje się sypialnia z dużym łóżkiem i otwarta łazienka. Nie ma żadnych drzwi, a wszystko jest sterowane za pomocą aplikacji w telefonie czy bransoletki na nadgarstku lokatora. 

         To wyjątkowy dom, to wymarzony dom. Tutaj wszystko jest idealne i ty też taki musisz być. Nie możesz zostawić czasopism na stoliku, brudnych naczyń w zlewie, nie ma tu miejsca na porozrzucane ubrania, czy zbędne rzeczy. Żadnych zwierząt, żadnych dzieci. Setki reguł, których trzeba przestrzegać, co rusz pojawiające się ankiety, które musisz wypełnić, bo inaczej nie będziesz miał dostępu do niektórych funkcji w domu. Wystawy domu, na które musisz się zgodzić żeby móc mieszkać w tym miejscu… To bardzo wiele dla niektórych, dla innych bardzo mało, ale nie ważne. Chcesz tu mieszkać, myślisz że to wszystko? Nie! Czeka cię jeszcze rozmowa z samym architektem, który stworzył ten dom. 

          Jane jest młodą, piękną kobietą, która w końcu czuje się jakby odnalazła swoje miejsce na ziemi. Pokochała dom, który wynajmuje. Piękne i surowe wnętrza zmuszają ją do  niemal idealnego zachowywania się. W jej życiu brakuje jedynie mężczyzny, choć uważa że niedługo jakiś się pojawi w jej życiu… Pod drzwiami znajduje po raz kolejny przepiękny bukiet kwiatów. Dostawcą kwiatów jest nie jej uwielbiany architekt domu - Edward Monkford, lecz pogrążony w żałobie Simon. 

          Poprzednimi lokatorami domu była para, Emma i Simon. Emma zginęła właśnie tutaj. Spadła z kamiennych schodów. Dom, pomimo swojej sztucznej inteligencji niczego nie zarejestrował, a tajemnicza śmierć dziewczyny nie została wyjaśniona do tej pory. Edward nie chce rozmawiać na ten temat, jak i na wiele innych. Jego tajemniczość budzi podejrzenia, jak i pewne podobieństwo w wyborze kochanek. 

          Czy Jane znajduje się w niebezpieczeństwie? Kto zabił Emmę? Czy to możliwe, żeby Edward był mordercą? Czy dom przy Folger Street 1 jest ostoją czy raczej sennym koszmarem? 

          „Lokatorka” wciąga od pierwszych stron i nie pozwala oderwać się choćby na chwilę. Historia opisywana powoli, z dwóch punktów widzenia. Kiedyś i Teraz. Emma i Jane. Tutaj każde słowo i każdy gest ma znaczenie. Nic nie dzieję się bez przyczyny, a mimo to do końca nie będziesz pewien jak zakończy się ta książka. Uwielbiam thrillery, kryminały i wszelkie oznaki grozy. To jest właśnie to. Był moment, w którym moje włoski na karku stanęły, a po kręgosłupie przeszedł mnie dreszcz strachu o tytułową lokatorkę! 


_____________________________________________________________
JP Delaney, „Lokatorka” Otwarte, 2017. 457 stron 

08:24

"Simon oraz inni homo sapiens" Becky Albertalli

"Simon oraz inni homo sapiens" Becky Albertalli



"- Co to jest Dementor?
Nie. Nie wierzę.
- Nie jesteś już moją siostrą.
- Aha, czyli coś z Harry'ego Pottera."

"- Mamy coś dla ciebie.
- Czy to kolejna zawstydzająca anegdota o mnie i karmieniu piersią?
- Chryste, tylko cycek się dla ciebie liczył - odpowiada tata. - Aż trudno uwierzyć, że wyrosłeś na geja."

"Blue mówił o oceanie oddzielającym ludzi. I że w tym wszystkim chodzi o to, by znaleźć brzeg, do którego warto będzie dopłynąć."



          Simon jest nastolatkiem, który od dłuższego czasu wymienia maile, z tajemniczym Blue. Chłopcy wiedzą o sobie prawie wszystko, prawie, bo żaden nie wie kim jest ten drugi. Młodzieńczy i tajemniczy romans rozwija się, gdy nagle nadciągają ciemne i burzowe chmury nad życie Simona. Pada on ofiarą szantażu. 

          Pewnego dnia obok Simona siada Martin i ma dla niego propozycję nie do odrzucenia. Klasowy żartowniś chce, aby chłopak pomógł mu z w zdobyciu pewnej dziewczyny. Taka jest jego cena za milczenie w kwestii orientacji Simona.  Nastolatek chcąc nie chcąc,  musi się zgodzić. Sam nie jest gotowy na ujawnienie się, no i Blue bardzo chroni swojej tajemnicy, nie może zrazić do siebie chłopaka i zniszczyć tego co ich łączy. 

          Życie Simona jak każdego nastolatka komplikuje się w ciągu kilku chwil. Po pierwsze, jest niesamowicie zakochany w osobie, której nigdy nie widział. Próbuje ją sobie wyobrazić, szuka jej na szkolnych korytarzach. Ale czy na pewno wie kogo szuka? Czy ten, którego podejrzewa, jest tym o kim myśli? Czy może to wielka pomyłka i po prostu widzi kogoś, kogo chce zobaczyć? Jego przyjaciele zaczynają się oddalać od siebie, przez co w wąskiej grupie robi się bardzo ciężka sytuacja, kogo wybrać? Jak połatać dziury i nadal tworzyć zgraną paczkę znajomych? Teatr, próby, to coś co kocha, jak może oddać się temu bez końca jeśli gdzieś obok kręci się Martin, który za każdym razem przypomina mu, w jak kiepskiej sytuacji znalazł się przez swoje roztargnienie? Na dodatek rodzice chłopaka chcą wiedzieć o nim dosłownie wszystko, pragną dogonić młode społeczeństwo,  i być z nim blisko. Nie rozumieją, że przez swoje zachowanie zniechęcają dzieci do zwierzeń, a ich ekscytacja każdym nowym doznaniem dzieci jest dziwna i niezrozumiała. 

          Simon jest nastolatkiem, który ciągle szuka jeszcze swojego miejsca na ziemi, ma kilku znajomych, przy których czuje się dobrze, jednak boi się odrzucenia, chce być lubiany, akceptowany. Często robi różne głupoty i niezrozumiałe rzeczy, lubi wyolbrzymiać problemy. Jest typowym nastolatkiem, ale nie jest denerwujący. Wręcz przeciwnie, budzi sympatię. Reszta postaci… niestety jest bardzo słabo wykreowana. Są to pojedyncze zdania, na temat każdego z przyjaciół chłopca, czy dalszych znajomych, które niewiele nam mówią, a szkoda, bo bardzo chętnie poznałabym Leę, przyjaciółkę Simona, która okazała się być bardzo zazdrosna o nową dziewczynę w paczce. 

          Książkę czyta się szybko, niestety bez większego zaangażowania. Sama postać Simona i jego perypetii to trochę mało, aby porwać czytelnika. Bohaterowie niemal nie istnieją, a sama historia… Pomysł był świetny, możliwości również, niestety nic nie zostało wykorzystane. Pierwsze zauroczenie, rozwijający się romans, te chwile uniesień, tajemnicza aura, gdy piszemy z kimś kogo tak naprawdę nie znamy a darzymy uczuciem i pokładamy w nim nadzieję, ta ekscytacja, która powinna temu wszystkiemu towarzyszyć. Niestety tutaj tego nie było. Wszystko zostało sprowadzone do kilku zdań a cały dreszcz emocji ulotnił się. Potencjał historii nie został wykorzystany nawet w połowie! Wiem, że to dość mocne słowa i wiem, że to był debiut autorki, niestety taka jest prawda. 

         Może młodsi czytelnicy dostrzegają więcej pozytywnych rzeczy w tej książce, sądząc po niektórych opiniach, pewnie tak jest. Niestety dla mnie zbyt wiele rzeczy zostało pominiętych, bądź za mało rozwiniętych. Co mi najbardziej przeszkadzało? Brak początku znajomości Simona i Blue. Niestety książka zaczyna się gdzieś w trakcie jej i nie znalazłam wyjaśnienia jak doszło do tego, że chłopcy mają swoje maile i zaczęli wymieniać ze sobą wiadomości, w dodatku nie wiedząc kim są. Myślę, że to celowy zabieg autorki, która sama nie wiedziała,  jak mogłoby dojść do rozpoczęcia tej znajomości. Co jest wielkim atutem tej książki? Autentyczność Simona, jego zachowanie, jego osobowość. Dzięki skupieniu autorki na głównej postaci wyszedł on naturalnie, jak nastolatek, który jest zagubiony i jeszcze sam nie wie, w którym kierunku ma zmierzać. I jeszcze jedno, dlaczego przeczytałam tą książkę,  i po tak długim czasie dodałam recenzję? Zakupiłam epikbox, w którym ją znalazłam. Korzystałam już kilka razy z pudełek niespodzianek, ale jeszcze nigdy nie z takiego z książką. Czy żałuję? Nie! Horyzonty trzeba poszerzać, próbować nowych i nieznanych rzeczy. No i miło mieć niespodziankę! Recenzja dopiero teraz, ponieważ czasami trzeba się zatrzymać, przemyśleć i zastanowić nad pewnymi rzeczami. Na pewno gdybym dodała ją na drugi dzień po skończonej lekturze, byłby to kubeł zimnej wody, a jednak wcale tak nie jest. 



____________________________________________________________________
Becky Albertalli, „Simon oraz inni homo sapiens”, Papierowy księżyc, 2016, 300 stron


13:30

"Angelfall" Susan Ee

"Angelfall" Susan Ee



"Od początku wiedziałem, że lojalność cie zgubi. Nie przyszło mi tylko do głowy, że będzie to lojalność wobec mnie."

"Nie mam braci i nigdy wcześniej nie widziałam rozebranego faceta. To chyba naturalne, że chciałabym na coś takiego popatrzeć, prawda?"

"Po raz pierwszy w życiu jestem dumna z bycia człowiekiem. 
Owszem, mamy mnóstwo wad. Ulegamy słabościom, jesteśmy zagubieni, brutalni i zmagamy się z wieloma problemami.
Nieważne, i tak cieszę się, że jestem córą człowieczą."



           Anioły to przepiękne, boskie stworzenia, które mają nas chronić przed złem. Takie opowieści towarzyszą nam od wieków, przekazywane z pokolenia na pokolenie. A co,  jeśli to one są końcem naszego istnienia? Kto ochroni nas przed Aniołami, gdy zwrócą się przeciwko nam? 

          Na Ziemi nie ma już nic, czym wcześniej mogliśmy się poszczycić. Szpitale, szkoły, budynki urzędowe stoją puste, ograbione przez tłumy wygłodniałych ludzi, niektóre oznaczone przez gangi, jako ich terytorium. Telefony komórkowe, radio, czy telewizja to już przeszłość. Walczymy o jedzenie, dach nad głową, a przede wszystkim o przetrwanie na ulicach, które nigdy nie są bezpieczne. Za dnia grasują na nich gangi, demonstrując swoją siłę, w nocy zaś możemy spotkać na nich skrzydlatych nieprzyjaciół. Nikt nie wie i nie umie wytłumaczyć,  dlaczego boskie stworzenia zaatakowały ludzkość. 

          Penryn jest siedemnastoletnią dziewczyną, która musiała stać się głową rodziny. Jej młodsza siostra porusza się na wózku inwalidzkim, zaś matka jest osobą, której ciężko zaufać w jakiejkolwiek sprawie. Niezrównoważona, szalona, może czasami opętana? Niemniej, dziewczyna musi zadbać o bezpieczeństwo całej trójki. W tych czasach to nie lada wyzwanie, a jakby tego było mało w czasie jednej z wieczornych wędrówek,  niepełnosprawną Paige porywa jeden z aniołów. 

          Anioły nie są jednakowe. Jedne piękne, zapierające dech w piersiach, przystojne i bijące swym pięknem po oczach. Inne przerażające, wyjęte z najgorszych koszmarów, budzące wstręt i strach. Wszystkie potężne, silne i wytrzymałe.  Penryn staje się świadkiem brutalnej napaści grupy aniołów, na jednego ze swoich braci. Piękny, potężny Raffe upada pozbawiony skrzydeł, chwilę przed porwaniem jej młodszej siostry. 

          „Jeśli jest jednym z nich, na pewno wie dokąd ją zabrali.” Ta myśl ogarnia Penryn, która desperacko chce wierzyć, że zdoła uratować siostrę. Od teraz, tych dwoje zaczyna wspólną wędrówkę, każdy ma swój cel, swoje małe światełko w tunelu, przez który idzie. Czy tych dwoje przetrwa w świecie pełnym niebezpieczeństw? Czy wędrówka i walki stoczone ramię w ramię zbliżą ich do siebie? Po której stronie barykady staną, gdy nadejdzie moment wyboru? 

          „Angelfall” to książka, która okazała się dla mnie odkryciem i zaskoczeniem. Koniec świata, którego nie rozumiemy, ani nie jesteśmy w stanie wyjaśnić. Bohaterowie, który są zdecydowani, silni i nieustępliwi. Nie ma tutaj miejsca na słabe charaktery, w końcu to koniec świata! Penryn jest zdeterminowana, ma cel i uparcie dąży do niego. Akcja książki toczy się szybko, czasami skręca, ale jest płynna i napisana bardzo przyjemnym językiem. Nawet bardzo powolny romans między bohaterami nie jest w stanie zagłuszyć akcji. A zakończenie? Czytałam na wdechu czekając jak zakończy się pierwszy tom trylogii. 


____________________________________________
Susan Ee, "Angelfall", Filia, 2013, 316 stron

14:25

PREMIEROWO "Syreny" Joseph Knox

PREMIEROWO "Syreny" Joseph Knox



"Lubiłem się starzeć, bo każda sekunda oddalała mnie od dzieciństwa."

"Ludzie mają wiele twarzy, ale nie tak łatwo je wszystkie dostrzec." 



          Syreny to piękne, czarujące,  i niebezpieczne kobiety. W mitologii były stworzeniami przypominającymi pół człowieka w połączeniu z pół rybą, bądź pół ptakiem. Dzisiaj są równie piękne,  i niebezpieczne, a można je spotkać w różnych knajpach i nocnych klubach Manchesteru. Co piękne kobiety robią w zwyczajnych, a nawet nieciekawych barach? Dlaczego to one, są tak niebezpieczne? 

          Aiden Waits to młody policjant, który wpadł w tarapaty. Jego szef daje mu dwa wyjścia. Albo będzie pracował dla niego pod przykrywką skorumpowanego i zawieszonego policjanta, albo zostanie oskarżony. Detektyw tak naprawdę nie ma żadnego wyboru. Jego zadaniem jest poznać działania Franczyzy. Piękne kobiety przychodzą do barów, wypijają drinka lub dwa i zbierają gotówkę za sprzedane ósemki zamiast szefa, który dzięki temu ma czyste ręce. Ósemka, cóż to takiego? Ósma litera alfabetu to „H”, a tą można już bez większego problemu powiązać z Heroiną. To dlatego Syreny są tak niebezpieczne. 

          Skorumpowany policjant z wieloma problemami w mrocznym świecie, gdzie mafia nigdy nie śpi i nigdy o tobie nie zapomni. Waits walczy ze sobą, ze swoimi nałogami, z uzależnieniem od alkoholu i narkotyków, ze swoją przeszłością, która często lubi wyłaniać się z ciemnych kątów. Walczy również o siebie, o swoją przyszłość.  Detektyw ma przede wszystkim zdobyć dowody na pogrążenie bosa, który zarządza całym interesem związanym z nocnym życiem barów i Syrenami. Cały interes jest ładnie nazywany Franczyzą.  Jak to się dzieje, że mafia zawsze jest o krok szybciej niż policja? Gdzie jest przeciek? Który policjant jest wtyczką bosa? Kolejna sprawa, to nierozwiązana zagadka z przeszłości, kiedy to pomysłodawczyni interesu Franczyzy zniknęła nagle z powierzchni ziemi, tak jakby nigdy jej nie było, wszystko stało się chwile po tym jak postanowiła zeznawać przeciwko szefowi. Dodatkowo, jakby wszystkich problemów było mało znany polityk chce, aby jego córka, zbłąkana między ludźmi od Franczyzy miała swojego anioła stróża…

         „Syreny” są debiutem autora, jestem mile zaskoczona jak dobrze poradził sobie z nie tak łatwym tematem. Powieść jest wielowątkowa, nieraz stajemy na zakręcie i nie wiemy jak potoczą się losy głównego bohatera, w którą stronę pójdzie. Kolejnym intrygującym i dość odważnym posunięciem była narracja pierwszoosobowa. Rzadko spotykana nawet u doświadczonych autorów, a tutaj debiut i takie zaskoczenie. Dla mnie to ogromny plus. Dzięki temu mogłam lepiej poznać detektywa Waitsa, poczuć jego emocje, odczytać jego nastrój, zagubić się razem z nim. Bo nie tak łatwo odgadnąć kolejne posunięcie się wroga, szczególnie po upojnej nocy czy małym zasłabnięciu. Jedyne czego mi brakowało, szczególnie na początku to znajomość przeszłości głównego bohatera. Retrospekcje, które z początku były dosłownie przebłyskami w dodatku bardzo chaotycznymi nie wyjaśniały niczego, wręcz dość komplikowały obraz. 

          Narkotyki, prostytucja, mafia, korupcja w służbach nie należą do łatwych tematów. Bohater z bogatą i niezbyt świetlaną przeszłością, również pozostawia wiele do życzenia, a jednak wyszła z tego naprawdę świetna powieść. Jeśli chodzi o debiut, jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Wiem powtarzam się. Joseph Knox wyczerpał temat do ostatniego zdania. Zagadki, których rozwiązanie nie było łatwe do przewidzenia zostały rozwiązane. Wszystkie wątki zamknięte, bez żadnych niedomówień. Po skończonej lekturze czułam się nasycona i z przyjemnością sięgnę po kolejną książkę spod pióra tego autora! 


____________________________-___________
Joseph Knox, „Syreny” Otwarte, 2017, 440 strony


13:39

"Zezia i Giler" Agnieszka Chylińska

"Zezia i Giler" Agnieszka Chylińska


"Tata Zezi powiedział potem, że koty wyciągają  ludzi wszystko, co szkodliwe. Zezia zastanawiała się wtedy, jak ułożyć kota na Gilerze, żeby w końcu przestał się wygłupiać i zaczał ładnie mówić. "

"Ale u gilera nic nie było na niby. Kiedy Zezia kilkakrotnie powtórzła słowo "makaron", ani się nie obejrzała, a Giler połknął plastelinowe nitki. Trzeba było bardzo uważać na słowa, gdy mówiło się do Gilera. " 

" Kiedyś kupił kąpielówki i gogle do pływania z zamiarem chodzenia na basen, to skończylo się na tym, że Mama używała tych goglido obierania cebuli. "



          Zezia Zezik, tak naprawę ma na imię Zuzia. Jest ośmiolatką, która lubi obserwować świat i ludzi. Zezia nosi okulary, stąd jej przezwisko, ale nie gniewa się o to, że brat ją tak nazwał. Z resztą, ona też wymyśliła dla niego "drugie imię". Czarek często chorował, a że nie umiał wyczyścić nosa chodził "z gilami pod nosem", tak więc został Gilerem. 

         Rodzina Zezików mieszkała w niewielkim mieszkaniu w Warszawie. Mama Zezi była pracownikiem banku, obok którego dziewczynka chętnie wracała do domu. Tata Zezi był artystą, a dokładnie rzeźbiarzem, który pracuje w domu. Nie mając własnego miejsca do pracy,  nieraz tworząc przy tym ogromny bałagan. Ponadto poznamy Babcię Jasnowłosą, i Babcię Ciemnowłosą, ciocię Zagranicę, czy kotkę Idźstąd. 

          Książka składa się z trzynastu rozdziałów, w których Zezia oprowadza nas po otaczającym ją świecie. Każdy rozdział to osobna "część" historii z życia dziewczynki. Świat przedstawiony z punktu ośmiolatki jest prosty, łatwy w odbiorze i zrozumiały. A gdy napotkamy trudniejszy wyraz, Zezia nas o tym uprzedza. Czego mi brakowało w książce? To główny wątek, który połączyłby całość. Każdy rozdział jest oderwany i opowiada o czymś innym, przez co książka nie jest do końca  spójna i niestety, ale mnie nie wciągnęła. 

          Pani Agnieszka zadbała za to o młodszych czytelników. Duże litery i proste słownictwo pomogą w czytaniu, a zabawne ilustracje umilą czas spędzony z rodziną Zezików. To cienka książeczka, gdzie historie są krótkie i zrozumiałe, aczkolwiek główna bohaterka jak dla mnie powinna być troszkę młodsza, aby w odbiorze starszych dzieci była  bardziej wiarygodną postacią. 

          Mój ulubiony fragment to ten o mieszkańcach kamienicy, gdzie Zezia opowiada o sąsiadach i ich nawykach. Straszny Pan i jego żona, którzy nieprzychylnie patrzyli na rodzinę Zezików. Pan Mariusz, który bardzo dba o swoją sylwetkę i lubi siłować się z Gilerem, czy mieszkanie rodziny Denko, gdzie ciągle słychać krzyki i odgłosy awantury, a właściciele wołają swoje psy "Przestań" i "Przestań do cholery!". 

          Debiut pani Agnieszki uważam za udany i jestem ciekawa kolejnych przygód Zezi i Gilera. Książkę polecam, szczególnie dla mniejszych dzieci. Co do całej publikacji warto również zwrócić uwagę na piękną oprawę. Wygodny format A5 i twarda oprawa, która wytrzyma nawet z tymi bardziej niesfornymi dziećmi. Oby tak dalej! 


________________________________________________
Agnieszka Chylińska, "Zezia i Giler" Pascal, 2012, 120 stron

14:11

"Wszystko czego wam nie powiedziałam" Celeste Ng - Spełniając marzenia dorosłych.

"Wszystko czego wam nie powiedziałam" Celeste Ng - Spełniając marzenia dorosłych.



„Jeśli mama kiedykolwiek wróci do domu i każe jej wypić mleko do końca, to je wypije (…) Nie trzeba będzie jej gonić, żeby umyła zęby, nie będzie płakać, kiedy lekarz zrobi jej zastrzyk, Zaśnie, gdy tylko mama zgasi światło. Nigdy więcej nie zachoruje. Zrobi wszystko, co mama każe. Wszystko, czego mama zechce.” 

„Przyglądał się tej kropli bez ruchu, jakby była rzadkim owadem, którego nie chciał spłoszyć. Potem, nie patrząc na żadne z nich, podniósł ją do ust i dotknął językiem, jakby był to miód.”

„Tak. Wiedziała, czego rodzice pragnęli, nawet kiedy nic nie mówili, i chciała, żeby byli szczęśliwi. Dotrzymała słowa.”

„Kiedy jedno idzie w górę, drugie idzie w dół. Kiedy jedno zyskuje, drugie traci. Kiedy jedno ucieka, drugie zostaje uwięzione na zawsze.”



          „Lydia Lee nie żyje.” To pierwsze zdanie powieści. Kim była? Dlaczego jej życie się skończyło? W jaki sposób? Tego nie wiemy my – czytelnicy, ani jej najbliższa rodzina. 

          W latach siedemdziesiątych w Ohio mieszka rodzina, która wyróżnia się na tle innych, są Amerykanami o chińskich korzeniach. W dniu, w którym dowiadują się o zaginięciu Lydii,  każdy z członków rodziny zastanawia się jak do tego doszło,  i co mogło się wydarzyć. Rodzice dziewczyny pragną,  aby ta była lepsza od nich, aby skończyła to czego sami nie mogli dokonać. James, ojciec dziewczyny,  pragnie aby była duszą towarzystwa, miała kolegów i koleżanki, których sam nigdy nie mógł zdobyć. Marilyn natomiast chciałaby dla córki kariery lekarza, sama wiele lat temu musiała porzucić marzenia o tytule „pani Doktor”. 

          Ciało dziewczyny zostaje znalezione na dnie pobliskiego jeziora. Matka dziewczyny nie chce uwierzyć, w to co mówią i sugerują stróżowie prawa. Nie chce dopuścić do siebie myśli, że jej córka mogła być nieszczęśliwa. James ukrywa swoje odczucia,  i znajduje krótkie chwile zapomnienia w ramionach innej kobiety. Starszy brat Nathan podejrzewa sąsiada, który przez ostatni semestr bardzo zbliżył się do jego  siostry. Szkolny łobuziak i podrywacz Jack, jest głównym podejrzanym w oczach chłopaka. A okazuje się, że dotąd  niezauważana i najmłodsza z rodzeństwa Hannah wie o rzeczach, o których reszcie rodziny nawet się nie śniło. Niestety nikt nie dostrzega jej w cieniu siostry. 

          Historia, która toczy się powoli w swoim tempie rozwija się na naszych oczach, pozwalając nam na chwile refleksji i zastanowienia, świadomej i twardej oceny sytuacji. Każdy rodzic niewiele wie o swoim dziecku. Szczególnie w okresie, gdy nasze maleństwo ukończy swoje naście lat. Jak wiele zależy wtedy od nas i naszej szczerości? Jak wiele możemy zyskać przyznając się do tego, że nie każdy jest perfekcyjny? Ważne jest aby dziecko czuło w nas oparcie, aby mogło przyjść do nas z każdym problemem. Chcemy dla niego najlepiej, to naturalne, ale nie możemy przez to narzucać mu własnej woli i obciążać go własnymi marzeniami. Każdy ma prawo do decydowania o sobie i swoim losie. 

          To nie jedyny problem, który jest poruszony w tej książce. Autorka wyraźnie pokazała inność rodziny o chińskim pochodzeniu w latach siedemdziesiątych Ameryki. Małżeństwa mieszane jeszcze nie zostały w pełny zaakceptowane przez władze, a co dopiero przez społeczeństwo. „Zielona karta” to jedno określenie, które nasuwało się na widok pary o mieszanych korzeniach. Odmienny wygląd, zachowanie, czy kultura wzbudzała bardziej niechęć niż zainteresowanie. Dzieci o odmiennej urodzie,  rzucały się w oczy swoją innością, która nie pomagała w budowie relacji z rówieśnikami. 



          Jestem już dobrych kilka dni po przeczytaniu książki,  i nadal nie umiem znaleźć odpowiednich słów, które do końca oddały moje odczucia. To uderzająca, oszałamiająca, rewelacyjna książka opisująca traumatyczne przeżycia, na których wpływ mógłby mieć również każdy z nas! Jestem w głębokim szoku po przeczytaniu tej książki. Jestem szczególnie zaskoczona tak dobrą pozycją, a przede wszystkim tak dobrze skonstruowaną i dopracowaną w najmniejszym szczególe DEBIUTANCKĄ książką Celeste Ng! Jest to najlepiej napisany debiut,  jaki dotychczas czytałam i naprawdę nie ma się do czego przyczepić! Język autorki jest bardzo przyjemny i lekki. Mimo wielu zabiegów jakie zastosowała podczas pisania tej historii (opisy sytuacji z perspektyw różnych członków rodziny, zmiany ram czasowych) nie pogubiła się w tym,  i nam również na to nie pozwoliła. W perfekcyjny sposób prowadzi nas przez historię życia rodzinny Lee,  i odkrywa kolejne karty, które wpłynęły na takie postępowanie bohaterów. Polecam każdemu i bez zawahania. Do dziś nie wiem jak to się stało, że książka nie znalazła się w moim cyklu „Chcę to mieć!”, w którym przedstawiam comiesięczne zestawienie nowości, które szczególnie przyciągnęły moją uwagę. 


_________________________________________________________________________
Celeste Ng, „Wszystko czego wam nie powiedziałam”, Prószyński i S-ka, 2016, 332 strony







13:10

"Dziewczyny, które zabiły Chloe" Alex Marwood - Gdy przeszłość nie daje o sobie zapomnieć...

"Dziewczyny, które zabiły Chloe" Alex Marwood - Gdy przeszłość nie daje o sobie zapomnieć...



„Chłonie wyraz lekkiego rozbawienia na jego twarzy, rozumie, że ta skaza na jego charakterze, niezdolność do empatii, do postawienia się na czyimś miejscu, zapewniła na swój sposób trwałość ich związkowi. Nigdy nie musiała mieć do czynienia z kleistym, przerażającym, niebezpiecznym uczuciem.”

„Otwiera oczy pod powierzchnią, widzi, że woda jest znów mętna z powodu wznieconego mułu. Jest pod nią ciemno. Cicho. Ona to właśnie widziała, myśli. Tak wyglądały jej ostatnie chwile.
Twarz Chloe wyłania się nagle z mroku. Przerażona Jade wierzga, gwałtownie się wynurza na powierzchnię. Brnie do brzegu.”

„Czuje się tak, jakby wszystkie poglądy, jakie kiedykolwiek wyznawał – całe to liberalne użalanie się, luźna chrześcijańska wiara w siłę odkupienia, niewzruszone przekonanie, że dziecka nie można napiętnować jako złe, nawet jeśli zrobi coś potwornego – zostały zmiażdżone młotem. Jak ona mogła?”



          Bel i Jade są naznaczone i związane ze sobą do końca życia. Cały świat wie,  kim są te dwie dziewczynki. Nie zasłynęły w żadnym programie dziecięcym, nikt nie chce im bić braw, czy być jedną z nich. Wszyscy wystrzegają się tych brutalnych potworów w skórze niewinnych dzieci. Bel i Jade miały zaledwie jedenaście lat, gdy popełniły tą zbrodnie. Zabiły. 

          Kirsty Lindsay jest wspaniałą żoną i kochającą matką dwójki dzieci. Pracuje jako wolny strzelec w jednej z gazet i jest coraz bliżej awansu na stanowisko stałego dziennikarza. Przedstawicielka klasy średniej ciężko pracowała na to, aby tak wyglądało jej życie, nikt nie wie jak bardzo. W rejonie jej pracy doszło do kolejnego morderstwa. Kobieta pakuje torbę i wyrusza w podróż po materiały do artykułu. Nie wie jak dużo może kosztować ją ta wycieczka. 

          Amber Gordon nigdy nie miała zbyt lekkiego życia, ale nie śmie narzekać. Według wpojonych zasad w jednym z najcięższych zakładów poprawczych żyje powoli i na uboczu nikomu nie rzucając się w oczy. Ma niewielki dom, stałego partnera, dwa psy i pracę. Nic dodać, nic ująć. 

          Życie tych dwóch kobiet znowu splata się ze sobą po dwudziestu pięciu latach. Żadna z nich nie wie nic na temat drugiej, od tamtego dnia nigdy się nie spotkały i nigdy nie zamierzały tego robić. Obie żałują, że kiedykolwiek się poznały. Teraz za sprawą Nadmorskiego dusiciela ich przeszłość może zostać odkryta. Ich bliscy, rodziny i dzieci, ich życie zbudowane na kłamstwach, tajemnicy i milczeniu może zostać zniszczone. Czy uda im się uciec przed przeszłością? Czy w końcu wymarzą obraz martwej czteroletniej Chloe z oczami zalepionymi piaskiem? 



          Dwie jedenastoletnie dziewczynki z zupełnie innych światów poznały się rano, a do wieczora stały się morderczyniami. Jak to się stało? Co je do tego skłoniło? Nie chcę wam psuć lektury, więc nic wam nie powiem. Cała historia jest nasączona emocjami potępienia, smutku, strachu i lęku, które wręcz wylewają się przez kartki na nasze ręce,  i wkradają się do serca. Historia Bel i Jade opisana z dwóch perspektyw „przed” i „po” przeplatają się opisując traumatyczne przeżycia i łącząc się w całość. Dzieci, które zostały oskarżone o tak poważne przestępstwo, ich emocje i niewiedza, stosunek dorosłych do nich. Społeczeństwo rządne krwi, bezwzględne w swoich osądach. To rzeczywistość, która nas otacza. Kto zatrudni mordercę? Kto zaufa osobie oskarżonej o zabójstwo dziecka? Czy znajdzie się ktoś, kto nie skreśli ich, nie osądzi przez tamto wydarzenie? Kto da im szansę? Dziewczęta dostały nową tożsamość, której teraz muszą chronić za wszelką cenę. Dla siebie i najbliższych.

          Ten thriller stanowczo przypadł mi do gustu. Przemyślana fabuła, bohaterowie z krwi i kości, emocje, które czuć. Historia, którą przeżywałam razem z Jade i Annabel zarywając dwie noce z rzędu, aby być bliżej rozwiązania wywarła na mnie ogromne wrażenie. Autorka zmusza nas do przemyśleń, rozważań, a nawet i decyzji, po której jesteśmy stronie. Tutaj nie ma znanego nam scenariusza, nic nie jest czarno – białe, czy sztampowe. Historia jest godna polecenia i robię to z wielką przyjemnością. Mimo braku zamieszania medialnego sukces dziennikarki piszącej pod pseudonimem jest porównywalny do pani Hawkins i jej „Dziewczyny z pociągu” (RECENZJA). Myślę, że to duży argument, aby sięgnąć po tą książkę. Fani tego gatunku literatury na pewno będą zadowoleni! Ja na pewno będę wyczekiwać kolejnej książki Alex Marwood.


___________________________________________________________________________
Alex Marwood, „Dziewczyny, które zabiły Chloe”, Albatros, 2015, 448 stron


13:09

"Plan" Patrycja Gryciuk - Szatański plan czy dar od niebios?

"Plan" Patrycja Gryciuk - Szatański plan czy dar od niebios?



„Ja: - Jesteś?
On: - Jestem.
Ja: - Będziesz?
On: - Zawsze.
Ja: - Kocham Cię.
On: - Wiem.”



          Anna wyjeżdża na studia Oksfordu, gdzie może poznać smak studenckiego życia. Szybko nawiązuje znajomość z dwoma dziewczynami, a następnie z ich paczką. Od tej pory są prawie nierozłączni, a przystojny Lorcanem nie opuszcza jej na krok, będąc najpierw przyjacielem a następnie jej chłopakiem. Pewnego dnia Anna dostaje zaproszenie na bal utalentowanych studentów, gdzie można spotkać swojego przyszłego pracodawcę i nawiązać rozmowy biznesowe. Jak to się stało, że studentka pierwszego roku została zaproszona na ten bal? Nawet tak utalentowana i ze stypendium jest jedyną z pierwszego roku. Na balu zamiast poznać przyszłego pracodawcę, Anna poznaje Siergieja.

           Od tej pory jej życie zmienia się, a z szarej studentki staje się młodą kobietą u boku milionera! Długie sukienki, piękne pantofle, błyszczące pod każdym kontem diamenty, auto z szoferem czy nawet podróże odrzutowcem do Nowego Jorku stają się codziennością Anny. Tajemniczy Siergiej obsypuje ją prezentami i zachwyca swoją tajemniczością, za to Lorcan nie widzi bez niej świata i nie chce zrezygnować z miłości swojego życia.

          Trójkąt miłosny to temat, który znamy doskonale, i nie raz został opisany, wzdłuż i wszerz. A jednak „Plan” nawet na chwile nie pozwolił, bym swoje myśli zajęła czymś innym. Siergiej, Rosjanin, który musiał emigrować wraz z rodziną, jego praca nad produkcją biopaliw, mafijne porachunki i tajemniczość, przez którą już sama nie wiedziałam czy jest dobry czy zły. Młody i szalony Lorcan, zakochany, bliski i namiętny w stosunku do Anny. Tak bardzo było mi go żal, gdy zwyczajnie nie mógł konkurować z Siergiejem. I Anna… momentami bardzo irytująca postać, nie raz chciałam na nią nawrzeszczeć i za nic nie mogłam zrozumieć wielu decyzji, które podjęła.

           Dzięki blogosferze czytam więcej debiutów i stanowczo tego nie żałuję. Patrycja Gryciuk stworzyła historię, od której ciężko się oderwać. Przez niecałe 600 stron nie mogłam się doczekać końca, aby dowiedzieć się wszystkiego o bohaterach i tytułowym „Planie”. W moim odczuciu historia jest dość nierealna, ale nie skreślam jej za to. Po przeczytaniu „450 stron” od razu sięgnęłam po „Plan” ciekawa twórczości i początków autorki, muszę przyznać, że zaskoczyła mnie całkowitą odmiennością powieści. Polecam gorąco obie książki!



_________________________________________________
Patrycja Gryciuk, „Plan”, Poligraf, 2013, 576 stron
Copyright © zazakladka.blogspot.com , Blogger