10 stycznia 2016

"Wielki marsz" - Stephen King jako Richard Bachman




„- Mam nadzieję, że nie będzie ciemno - powiedział Baker. - Nie proszę o nic więcej. Jeśli jest jakieś... potem, to mam nadzieję, że się pamięta. To okropne musieć wiecznie błąkać się w ciemności, nie wiedząc kim byłem, ani co tam robię, nie wiedząc nawet, że kiedyś otaczało mnie co innego.”

„Garraty przyglądał się temu apatycznie i myślał, że nawet groza powszednieje. Nawet śmierć bywa płytka.”

„Ja to skupiam się tylko na tym, żeby podnosić giry. To proste, jakbym zrywał i zaliczał dziwy.”



          Do góry i na dół, do góry i na dół, stawiają nogę przed nogą, zachowując minimalną prędkość, ze wzrokiem często wbitym w ziemię maszerują chłopcy. Doroczny „Wielki marsz” zaczyna się, gdy setka chłopców zjawi się na starcie, a major przemówi do nich krótko,  wysyłając ich do piekła, i to za ich dobrowolną zgodą. Meta jest tam, gdy przedostatni z nich dostanie czerwoną kartkę i padnie trupem, zostawiając zwycięzcę samego.  

          Czerwona kartka jest odejściem z gry, zejściem z boiska. Również w „Wielkim marszu” funkcjonuje to pojęcie. Gdy za mocno zwolnisz, a na twoim koncie widnieją już trzy upomnienia dostajesz czerwoną kartkę, a raczej kulkę z karabinu w głowę, w brzuch… nieważne. Już cię nie ma. Ktoś krzyczy „Zatańczę na twoim grobie!”, inny przekłada monetę z kieszeni do kieszeni. Jeden mniej do „wdeptania w ziemię”.  Jak stu młodych chłopców się w to wplątało? Dlaczego zdecydowali się na morderczy marsz zostawiając dotychczasowe spokojnie życie, niemalże całe przed nimi?  

          Z karabinów nie wystrzela czerwona chorągiewka z napisem „PIF – PUF!”, chłopcy nie maszerują przez kilometr, nie ma czasu na drzemkę, odpoczynek czy skorzystanie z toalety. To prawdziwa walka ze słabością ludzkiego ciała i umysłu. Siła przesuwania granicy ostatecznego bólu i wyczerpania. Tu nie ma miejsca na potknięcia, ceną jest życie.

          „Wielki marsz” to okrutna powieść o walce z samym sobą. Gdy ciało odmawia posłuszeństwa, gdy umysł przestaje pracować, gdy oczy przestają trzeźwo patrzeć, gdy dookoła giną ludzie, a następnym możesz być ty. Stephen King zabawia nas swoim marszem przyszłego świata, niczym w starożytności cesarz swoją walką gladiatorów na arenie. To kolejne przedstawienie, brutalne, które stworzył największy potwór tego świata – inny człowiek.

          Nie znam realiów opisywanych czasów. Wiem jedynie, że sprawowana władza jest bardzo rygorystyczna, a za wyrażanie sprzecznych poglądów można być „spatrolowanym”. Autor za to dogłębnie opisuje nam chłopców uczestniczących w marszu. Odkrywa kawałek po kawałku ich charaktery, usposobienie, przeszłość i okoliczności, które doprowadziły ich do tej sytuacji, oraz ich zachowanie podczas bardzo ekstremalnych warunków. Od euforii, nieokreślonych przypływów energii czy siły walki, przez rozpacz, żal, histerię po odrętwienie i rezygnacje.  Książka pełna emocji, mocna, brutalna i bezwzględna.

           Wydawałoby się, że marsz to nie jest temat na książkę. Bo o czym tu pisać? O stawianiu kolejnych kroków? Nic bardziej mylnego.  Mistrz grozy i jego cięty język bezbłędnie nam to udowadnia opisując zmagania chłopców. Czuję lekki niedosyt po końcówce, ale z drugiej strony zostaje coś dla nas i naszej wyobraźni.


_____________________________________________________________________
Stephen King /Richard Bachman, „Wielki marsz”, Prószyński i S-ka, 2008, 264 strony

10 komentarzy:

  1. Tej książki Kinga jeszcze nie miałam okazji przeczytać, ale na pewno to nadrobię bo uwielbiam styl mistrza grozy. :)
    Pozdrawiam,
    Geek of books&tvseries&films

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno warto. Uważam, że to jedna z lepszych pozycji.
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  2. Nie ma mocnych... MUSZĘ w końcu przeczytać jakąś książkę Kinga! :) Na szczęście "Zielona mila", "Miasteczko Salem" i dwie inne czekają na półce :)

    Pozdrawiam
    ksiazki-inna-rzeczywistosc.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak już czekają to chyba nie masz więcej wymówek. Zabieraj się i to szybko!

      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  3. muszę polecić ją mężowi, który jest fanem Kinga :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kinga przeczytałam tylko jedną książkę "Joyland", która nie była zła, ale spodziewałam się czego innego, bardziej mrocznego. Dlatego już dawno się sięgnęłam po inne powieści tego autora. Chciałabym w końcu to zmienić i już od jakiegoś czasu myślę nad "Dallas '63".
    "Wielki marsz" również bardzo mnie interesuję :)
    Pozdrawiam ❤
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że na pewno znajdziesz coś dla siebie. King ma spory dobytek ;) Polecam również zbiory opowiadań. ;)

      Usuń
  5. Tej książki Kinga jeszcze nie czytałam :) Może w tym roku uda mi się przeczytać .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest długa więc myślę, że warto sięgnąć i pomaszerować ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Wszystkie recenzje są napisane przeze mnie i stanowią moją własność. Nie wyrażam zgodny na korzystanie z tekstów bez mojej wiedzy (Na mocy Dz.U. z 1994 r. nr 24 poz. 83, Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych).